W końcu!!
Pomimo wiejącego wiatru, który momentami dawał się we znaki, nareszcie zrobiło się cieplej. I to zdecydowanie przede wszystkim odczuwalnie cieplej, bo co z tego, że w poprzednie dni termometry wskazywały po naście stopni a odczuwalna była pięć! Bardzo zimna wiosna nam się zrobiła i maj jako ten najpiękniejszy miesiąc tak brutalnie nam „uciekł” przez tą kiepską pogodę.
W każdym razie wykorzystując dobrą pogodę (na prawdę dobrą!) ruszyłam na trip wzdłuż jezior rzeki Głównej.
Objechałam w sumie trzy jeziora, choć na szlaku Głównej i jej okolicy znajduje się ich w sumie pięć. Pierwszym jest jezioro Biezdruchowo w Pobiedziskach z pięknym pomostem, ale to postanowiłam sobie zostawić na deser i inny dzień. Najtrudniej dostać się do jeziora Wronczyńskiego mniejszego, bo trzeba się przez krzaki przebijać i mało jest miejsc wzdłuż brzegu, które nie są zarośnięte. Za to pozostałe akweny, w tym mój ulubiony i zarazem uznawany przeze mnie za najładniejsze jezioro w okolicy. Mowa oczywiście o Jeziorze Stęszewskim.


