Preludium :)

Preludium do kolejnej, baaaardzo udanej i wesołej sesji z Zuzanną :)

A w zasadzie nie całkiem preludium, bo te zdjęcia to tak jakoś obok tych drugich wyszły, w chwili przerwy ;) Modelce czasem trzeba dać odpocząć ;)

 

 

Cóż to była za sesja :)

Takiej jak ta sesji jeszcze mój aparat nie widział. I to w dodatku, nie ja sama o nią zabiegałam, ale w jakiś taki dziwny, acz naturalny sposób ona znalazła mnie.

To głównie zasługa mojego kochanego chóru Volantes Soni i jednej z chórzystek – niezastąpionej Aneczki. Aneczka bowiem wpadła na genialny pomysł promocji chóru a do tego pomysłu potrzebowała zdjęć.

Mi w to graj :)

Mieliśmy ciężką pracę podczas absolutoriów, mieliśmy też kupę zabawy z tymi zdjęciami. A ja jeszcze czegoś takiego jako fotograf amator nie przeżyłam, bo moje Volantesy to są absolutnie, niezaprzeczalnie niesamowici!!

Takich ludzi ze świecą szukać. Ja się świetnie bawiłam, oni się oddzwięczyli z niawiązką.

To najlepsi modele do zdjęć. EVER !!

Odrobinka lata :)

W środku zimy. O tak. Trzeba jakoś przełamać tą szarzyznę…bo nawet nie biel, biorąc pod uwagę nikłe ilości śniegu, a raczej jego brak…

A ja dzisiaj przeglądając moje foldery ze zdjęciami natrafiłam na taki jeden z lata, jeszcze nie opublikowany….

No to postanowiłam się tymi kolorowymi, ciepłymi obrazkami podzielić. Pełnymi słońca i bzyczących owadów ;)

Najlepsza taka sesja

Jaka jest najlepsza sesja foto? Z najlepszą przyjaciółką na pełnym spontanie :P

Ziuta, jedziesz na foty?

No jadę…

To się umaluj :)

Że co?

To co słyszysz… :))))

No dobra, daj mi trochę czasu

Ok, spakuję sprzęt i za 15 min jestem :)

Yyyyy, 15?

No dobra, za 20 :P

 

No i tym sposobem znalazłyśmy się na pańskich włościach w Wierzenicy (to dawny majątek Cieszkowskich) i moja Ziuta znów stanęła po tej drugiej stronie aparatu. Wtedy jeszcze nadal miała wątpliwości, która z tych stron jest właściwa, teraz – jak piszę ten tekst ma ich chyba coraz mniej ;)

Zgodnie nazwałyśmy tą sesję sesją "na rozkładówkę" a moja kochana Zuzanna mogła choć przez chwilę poczuć się jak Pani na włościach. Szkoda, że to już był wrzesień i mimo iż było w miarę ciepło, to już nie tak ciepło jak latem i nie tak ciepło żeby pozować w lekkiej, zwiewnej, letniej sukience. Ale może kto wie? Może nadrobimy :)))

W każdym razie bawiłyśmy się świetnie, naśmiałyśmy na czym świat stoi. I kasztany też były ;)

Ziutek, to kiedy powtórka?

 

Madzia i Oliwia

Madzi przedstawiać nie muszę :)
A Oliwka to to maleństwo, które czeka na swój moment, aby przyjść na świat.
Takie małe, a już miało sesję fotograficzną ;)

Jak na kolejny debiut – tym razem nie improwizowany, a przygotowany należycie od początku do końca,
trafiła mi się niezła gratka gdyż zdjęcia kobiet w stanie błogosławionym należą do szczególnie wyjątkowych ;)

 

Wakacyjne pstrykanie :)

W wakacje, na urlopie mamy dużo  czasu i w dodatku jest ładna pogoda więc trzeba to wykorzystać.

Dlatego właśnie zaatakowałyśmy pola w Jankowie Dolnym ;)

Część pierwsza tych zdjęć – Zuzanna.

 

Wakacyjne pstrykanie vol.2

Ciąg dalszy wakacyjnej przygody z fotografią portretową.
Zdjęcia zrobione również w pięknych okolicznościach przyrody Jankowa Dolnego.
Rozgrzana ziemia, słońce, zapach skoszone zboża i sosnowego lasu.
Cóż powiedzieć – wakacje, wspomnienia…będziemy na to czekać…

 

Pole

Siała baba mak nie wiedziała jak ..i tak dalej i tak dalej.

Niestety maków było mało – może i dobrze bo by nas jeszcze zaaresztowali.

Siać też nic nie sialiśmy bo już było wszystko wysiane.

Ale za to pstrykałyśmy foty, i to powiem – nawet niektóre udane ;)

To była pierwsza taka  zaplanowana, od początku do końca, sesja :))))

 

Czerwone wariactwo

To był wyjątkowy dzień. Jedyny taki lotniczy w tym roku, jedyny taki czwartek.

To była końcówka sierpnia, dokładnie przed świętem lotnictwa polskiego. Też trudno się dziwić, że moja ulubiona grupa akrobacyjna robiła na swarzędzkim niebie absolutnie wszystko ;) Wszystko co się da w zakresie wywijania małymi, czerwonymi samolotami.

Wiele z tych figur już widziałam, ale z nimi zawsze mam tak, że nawet jeśli widziałam, to kolejny, jeszcze jeden i każdy kolejny jest tak samo fascynujący. W tych ćwiczeniach było jednak coś nowego, co mnie absolutnie zaskoczyło. A mianowicie – samolotowa czwórka. Widziałam już Żelaznych lecących w układzie na 4 maszyny, ale tą czwartą był wówczas szybowiec.

A tu było inaczej.

Pięknie to wyglądało nawet z okien Ratusza ;) Bo nie da się ukryć, że pierwsze ćwiczenia tego dnia widziałam będąc jeszcze w pracy. Jak to dobrze, że pokój mam akurat z tej strony Ratusza, że mogę podglądać to co się dzieje na Ligowcu ;)

A po pracy to już był tylko szybki obiad, sprawdzenie sprzętu i na lotnisko. I choć szkoda, że nie załapałam się na samolotową czwórkę to jednak Żelaźni mnie nie zawiedli.

Sami zobaczcie :)

Wizyty sąsiedzkie

…czyli w skrócie trzy kroczki tu, trzy kroczki tam.

A dokładnie 10 km rowerowe i parę set metrów spacerowe nad Jeziorem Swarzędzkim.

Jakoś tak to się w ciągu roku układa, że kilka razy zdaża mi się zajrzeć z aparatem nad moje miejskie jezioro, do którego zresztą mam bardzo bliziutko.

I w tym roku także podczas wakacji trafiły się dwa razy takie momenty kiedy zawitałam nad jezioro. Pierwszy to poranna przebieżka rowerowa na dystansie 10 km, drugi to krótki niedzielny spacer "na przewietrzenie się".

A że ja nie umiem się przejść i przejechać nie zabierając ze sobą aparatu, no to takie tych wizyt efekty ;)

 

 

 

Uwielbiam te odbicia :)

I w sumie ponownie szlagier, bo inaczej nie można tego nazwać, ale wiecie co? Ja lubię te szlagiery,
 nawet jeżeli już kiedyś takie zdjęcie zrobiłam.

Za każdym razem bowiem mają one dla mnie swój urok, i te z nad jeziora swarzędzkiego, ujęte w minionym tygodniu też go mają. A to kolor, a to faktura wody…nie wiem, nie umiem tego nazwać, ale tak po prostu jest.

Mogę tysiąc razy patrzeć na ten sam widok, te same kolory, tą samą wodę  a jednak zawsze będzie w niej coś innego i to najbardziej lubię w fotografowaniu. Można wrócić do miejsca, w którym dawno się nie było i odkryć je na nowo :)

 

Kwiatuchy !!!! :)


W tym miejscu nie mogło ich zabraknąć, tym bardziej, że na działce – mojej działce, wyjątkowo pięknie mi kwiatuchy obrodziły :)))))

I tak do wyboru do koloru są nagietki, onętki, słoneczniki, groszek pachnący, no i moje faworytki tegoroczne czyli cynie…. :)

Cieszą oko, kolorują świat  wokół…

Jakoś tak z nimi człowiekowi radośniej na duszy :)